|
|
2010-02-26
"I see me through your eyes"
|
| Piszę, piszę...
Mam pisać to co myślę i czuję więc piszę;
Nie wiedziałam jak się zachować kiedy dowiedziałam się, że mój owad znalazł ten adres. Nie wiedziałam czy przestać pisać czy wykasować, ale to przecież ja pisałam pierwszą notkę z jej komputera i powiedziałam jej, że mam swojego bloga. W głębi wiedziałam, że tak będzie i miałam nadzieję, że tak będzie. Mimo, że usunęłam historię przeglądania z jej kompa...:) (sory)
Jest możliwość, że kiedyś, kiedy się -nie-daj-boże- pokłócimy, wykorzysta tą stronę przeciwko mnie, albo po prostu pokaże ją komuś. Stwierdziłam jednak, że podejmę to ryzyko i zaufam.... Hymmm.... Można to tak nazwać? Zaufanie? Tak, chyba tak. Zaufam i będę pisać dalej.
Zgłosiłam do interi, że moja notka zniknęła, ale niestety nie chce mi się na razie jej pisać. Może jutro, po moim spotkaniu... :) Jakim?
Najpierw umówiłam się ze znajomymi, mam plan, ciekawy i wymagający odrobiny cierpliwości i zapału, no ale mam nadzieję, że wypali. Potem: idę do dentysty. Znowu!!! Ciekawe co zrobi z moim zębem (tak apropo mam praktycznie wszystkie tylne zęby do leczenia- czyli wszystkie możliwe, siekaczy zepsuć nie dałam rady:P). Powinnam tam dostać już kartę stałego klienta. Masakra.
A potem? Hymmm.... :):):):D:D:D:D:D Chcielibyście wiedzieć... Może jutro napiszę... Jak mi się uda.
Cholernie podoba mi się serial "Majka", chyba się od niego uzależniłam...:) Naprawdę, cały czas myślę tylko o nim i o bohaterach, a odcinki to są nagrywane z tygodniowym wyprzedzeniem...<olaboga> Masakra x2
"I'm not a girl, not yet a woman. All I need is time, a moment that is mine. What I am between..." |
|
Komentarzy:
1
|
|
2010-02-22
|
Wiem, że prawdopodobnie nikt tego nie czyta, ale i tak będę pisać. To dla mnie coś w stylu rozmowy z psychologiem....
A więc o co chodziło mi wczoraj- lub przedwczoraj patrząc na godzinę? Moja mama była dobrą osobą, niestety nie potrafiła być samodzielna, niezależna, zawsze patrzała tylko na mojego ojca. Gdybym mogła przeżyć swoje dzieciństwo jeszcze raz to z pewnością wiele bym zmieniła, może potrafiła bym powiedzieć coś ojcu, żeby nie był... takim dupkiem dla niej, nie wiem. No, ale już trudno, narazie nie potrafię tego zmienić. Więc była ogółem dobrą osobą, ale nawet kilka dni przed jej śmiercią zrozumiałam, że ja w cale jej nie znam i wcale nie poznam. To trochę smutne i dołujące...
Co zrobiła przed śmiercią? Wtedy wydawało mi się, że to nic, taka drobnostka, ale kiedy umarła w ten sam dzień, kilka godzin po spotkaniu wiedziałam, że to pożegnanie z tatą.
Byliśmy popołudniu w kościele, ja i mąż A., ona sama oczywiście nie poszła. Widziałam tam kątem oka moją ciotkę. Siostrę mojego taty, nie widziałam się z nią od dawna. Po pierwsze przez spór naszych rodziców: mieli sobie za złe sprawy związane z babcią. Po drugie kiedyś się pokłóciłam z moją kuzynką, teraz to już sama nie wiem o co. A nie jednak wiem! Powiedziałam jej, że nie ma się marnować w jednej z najgorszych szkół w naszym mieście. No tak... Potem doszło do kłótni o naszych kochanych-w moim przypadku" "-rodziców. Ale tego właśnie dnia postanowili nas odwiedzić. Dowiedzieli się, że z mamą jest źle i przyszli, ciotka jej mąż i córka. Kiedy weszli do mieszkania i moja sis. ich zobaczyła pierwszy raz zapłakała... Dla mnie to wizja której długo nie zapomnę. Moja wielka siostra płacząca-po kilku latach rozłąki- w ramionach swojej matki chrzestnej(to tak apropo)... Rozmawialiśmy dość długo, wszyscy. A. postanowiła ją odwieźć i wtedy jechać po rzeczy. W ostatniej notce którą pisałam w sobotę, i która dziwnym trafem nie ukazała się do tej pory pisałam w jaki sposób mama zmarła. Ale skoro tej notki nie ma napiszę ją jutro... I tak odzyskałam kuzynkę, pogodziłyśmy się jakiś czas temu tylko to dalej było dziwne... A teraz spędziłam u niej kilka dość fajnych dni, i wiem, że nawet z jej wadami i niezgodnościami, mogę z czystym sumieniem i bez wstydu powiedzieć, że... kocham mojego owada. I nie myślcie, że jestem les, czy bi. Po prostu. I nawet wiem, że jest prawdopodobieństwo, że ona to przeczyta.
A tak apropo Bi, wiedzieliście, że większość kobiet jest bi tylko same nie chcą się przyznać?(Czego to nie uczą na biologi):P
Odkryłam kolejnego dobrego pisarza, z jego książki:
...żywią się kosztem innych. My jesteśmy zmuszeni pożerać samych siebie."
("Zły porucznik") |
|
Komentarzy:
1
|
|
2010-02-18
"LoFcIaJmY sIę WsZyScY"... Czyli jak emoMaRtYnKa i Ch. wpłynęły na moje życie....
|
O Boże, jak mnie tu dawno nie było... Normalnie Masakra... Ale do rzeczy: dlaczego?
Nie wiem daczego, po prostu nie jestem osobą sumienną czy obowiązkową, pozatym moje życie trochę się zmieniło, ja się zmieniłam i świat wokół mnie zaczął wirować i szczerze, zaczyna mi się już kręcić w głowie...
Co się stało? Hymmm... Mama Nie ma już jej. Naprawdę. Jeśli nie wiesz to przypomnę: nie mieszkałam z nią, miała problemy z %. Mieszkała sama z dziadkiem. Mąż ją zostawił (teraz wiem, że już na dobre) i się załamała. Przestała dbać o wszystko na czym jej kiedyś zależało. W listopadzie zaczęła mieć problemy zdrowotne, wyglądała jak wielki balon z wodą(:) wiem nie powinnam się śmiać ale płakać nie będę), pierwszy szpital, wizyty to u niej to u dziadka. Nie wiedziałam, że jedyną osobą która przy niej zostanie będzie moja siosra. Ta, która zawsze o nią walczyła, zawsze się sprzecała, a mama? Odżucała, w końcu raniła. A. była zła i zraniona, nie pokazywała tego, jak zwykle zresztą, moja fenomenana siostra taka właśnie jest. Ale to właśnie ona z nią została, ona pomogła jej przernąć przez pierwszy szpital, ja w tym czasie zajmowałm się dziadkiem, no i miałam szkołę. Jednak i wtedy moj mama musiała A. ranić: nie zaznaczyła, że jest osobą upoważnioną do otrzymywania jakichkolwiek wiadomości o jej stanie zdrowia. To musiało być okropne, wiem, że usłyszała tylko: "Niestety proszę pani, nie możemy pani nic powiedzieć, mama pani nie wymieniła." niestety taka potrafił być moja mama. Okazało się, że jest to marskość wątroby, choroba alkocholików. Niestety następowała znacznie szybciej niż u innych pacjentów. Nawet lekarze byi zdumieni. Nasz miejscowy oddział wewnętrzny to istna masakra, niewiem co oni jej tam zrobili i wolę nie oceniać czy nie przyczynili się do jej śmierci. Później wróciła, wydawało się, że będzie ok. Wiedziałyśmy jednak, że nie będzie to był wyrok, kwestia czasu. Jednak nadzieja matką głupich. Sama nie wiem jakim cudem a. wtedy wytrzymała, wszystko było na jej głowie... Masakra.
Sorki, ale muszę lecieć i pomóc Muszce w obiedzie. Obiecuję, jutro opiszę więcej. Ustawię sobie przypomnienie na fonie.:)będzie ciekawie...
"LoFcIaJmY SiĘ wSzYsCy, Bo LoVe To NaSz LiFe" |
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-07-22
...
|
Kolejne dni tych wakacji upływają mi spokojnie, relaksująco.... A tak na serio to nie mam co robić. Miałam w zeszłym tygodniu mały wypadek i nie mogę jeździć tak często na miasto, w ogóle już nie wyjeżdzam na miasto. Chyba wszyscy znajomi się na mnie obrazili albo obrażą...
Te wakacje to kolejna katastrofa. Miałam iść do pracy- nie ma gdzie. Miałam nad sobą pracować- nie chce się. Miałam biegać- ciągle leje.... I tak w kółko macieju...
Sama nie wiem co ja przez ten cały czas będę robić i co robiłam przez 1 połowę... Jak to moja sis mówi: "Co ja z tych wakacji wyniosę"- NIC. I chyba o to w wakcjach chodzi... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-07-20
Sprawiedliwość jest jak horyzont...
|
Znowu mi się nie udało, nie jestem osobą, która potrafi pisać regularnie... Niestety
Jestem wściekła, nie wiem czy na moją siostrę czy na samą siebie, że za wszelką cenę staram się jej pomóc. Sprawa wygląda tak: moja matka( z która nie mieszkam już prawie od roku) postaniowiła się zrechabilitować i postanowiła dać mi trochę kasy. Ja za to wiedziałam, że nie mojej siostrze przyda się nowy komputer, postanowiłam, że wezmę od matki dam mojej siostrze i będzie ok. No ale jak załatwiłam troszke więcej kasy i powiedziałam, że chce odrazu tańszą konsolę kupić to na początku się zgodzili (siostra z mężem). Ale jak pojechaliśmy do sklepu to nic się nie liczyło. Oczywiście oni kupili sobie droższy komputer a ja zostałam z niczym. A nie! Dostałam obietnicę, że "za-nie-długo" kupimy tą konsolę. Ale nie to mnie najbardziej wnerwia. Jestem zła, że nikt nie pyta mnie o zdanie, nikt się ze mną nie liczy. A ja czuję się jak 5 koło u wozu i coraz częściej myślę, że było by mi lepiej jakbym wróciła do mojej matki...
A moje życie? Dalej toczy się swoim rytmem, wakacje się rozkręciły a ja przez jazdę na rowerze w japonkach, zdarłam sobię skórę na palcu i nie mogę nigdzie wychodzić... Chociaż postawiłam się odhamić i w piątek jadę do kina... Na Harego Potera... ;-) ;-P Wiem, że niby jestem na to za stara ale to taka moja tradycja... ;-) ;-*
...iluzoryczna linia, która oddala się w miarę przybliżania.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-07-12
Uuuppsss...
|
Chyba jednak pisałam o tej książce, nawet w ostatniej notce... Sory trudno... ;-) ;-*
Zig, zag, cross the flor
schufle in diagno,
when the drums hit,
hands on your hips,
one foot is, 180 twist..... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-07-12
When I find it I hope it's gonna be wort it....
|
Bojku... Sama nie wiem co napisać, tak dawno mnie tu nie było, że sama zaczynam się zastanawiać dlaczego... Nie wiem, może poprostu nie chciało mi się, nie miałam weny albo nie miałam o czym pisać, może też nie miałam na to czasu... A może wszystko na raz? Tak też tak może być.
Ale chcę i postaram się to naprawić. Po krótce opisze może co się ze mną działo przez te kilka długich miesięcy. No otóż prawda jest taka, że nic specjalnego, nie mam o czym opowiadać, chodziłam do szkoły, prawie codziennie, w weekendy odpoczywałam w domu, i nie miałam na nic więcej czasu czy ochoty. Jedynym moim pocieszeniem były książki do których uciekałam dzień w dzień, a może raczej powinnam napisać noc, w noc. Szkoła się skończyła a ja nie miałam planów na wakacje. Ah tak... Zapomniałam o moim nieudanym wyjeździe do rodzinki w niemczec (koszmarny tydzień). Odpoczęłam. Nic nie robiłam przez ostatni "miesiąc". A teraz zamierzam się za coś wziąść. Zaczynam znowu czytać. Kupiłam sobie "miasto kości" i teraz zajmuję się wyszukiwaniem jego kontunuacji w necie. (Polecam tą książkę!) I znów zajęłam się tym co samaa chciałąm napisać. Nie pamiętam czy gdzieś już o tym wspomniałam ale kiedyś wymyśliłam sobie historię w stylu meyerowskiego zmierzchu albo właśnie miasta kości. Chciałam ją opisać ale napisałam 1 rozdział i zrezygnowałam. Ale kiedy (chyba) 3 dni temu znowu to znalazłam i przeczytałam to znowu mnie zmotywowało i dalej piszę. Zobaczę co z tym wyjdzie.
Jeszcze jedna sprawa, faceci. Mam w klasie jednego zajebistego koszykarza i strasznie mi się spodobał ale niestety boję się mieć faceta w swojej klasie... No i to wszystko co się ze mną działo przez ten czas. Teraz będę starała się pisać w miarę regularnie... ;-* |
|
Komentarzy:
1
|
|
2009-03-22
Between- haven and hell.... The begining
|
| Nie chce mi się pisać, bo nie mam o czym pisać, nic w moim życiu się nie zmienia. No może czas. Data się zawsze zmienia... Po tym całkowitym zauroczeniu Edwardem, zawiodłam się na filmie i postanowiłam napisać swoją własną książkę, będzie się nazywać BETWEEN(nawet nie wiem czy dobrze to napisałam ale mam to gdzieś). Moja niesamowita wyobraźnia podżuca mi 100000 pomysłów na minutę więc w końcu je wykorzystam... Ok lecem, napisze jutro- chyba.... ;-* |
|
Komentarzy:
2
|
|
2009-03-15
Hello again.... ;-)) I'm Back....
|
Sory, że mnie tak długo nie było.... Co się w moim życiu zmieniło?! Czy coś się w moim życiu zmieniło?! Myślę, że tak... Zakochałam się;-)) Nie no, niepotrafię.... Tak zakochałam się w książce... Tak to napewno.... Chciałabym żeby takie coś mnie spotkało, zresztą jdym razem kiedy czytam jakąś dobrą książkę fantastyczną... Ale to jest co innego, tak myślę.... A wiecie co to? ZMIERZCH Stephanie Meyer.... Tak ta książka na punkcie której wariuje teraz cały świat... Ale podoba mi się w niej to, że to facet jest tutaj idealny... ( ;-P )
A co ze mną?! No tak... Nic się nie zmieniło... szkoła, dom, nudy- i tak na okrągło... <zal.pl> a od czasu do czasu zagłębiam się w świat marzeń.... |
|
Komentarzy:
1
|
|
2009-02-21
"Shall we dance?"
|
Dlaczego ja myślę inaczej niż ludzie w moim wieku? Dlaczego nie potrafię bawić się na imprezach, pić, palić, Może mam tego w życiu już za dużo? Nie wiem, nie potrafię cieszyć się z takich "przyjemności"? Czy to wogule jest przyjemne?
Nie mam zielonego pojęcia.. ale;
Miałam dzisiaj zajęcia w klubie z choreogfarem(śmiesznie to brzmi- bo on jest jakiś śmieszny) i doszłam do wniosku, że do wyjazdu będę ćwiczyć w klubie potem odejde a od wiosny to sie jeszcze coś wykombinuje... Nie chce tylko tam być... |
|
Komentarzy:
1
|
|
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
404
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
19
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
0
|
|
| << | Luty 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | | | | |
Księga gości
| O mnie |
|
| silmarwen92 |
19
|
| Słówko o mnie |
| Tannnniiiieeeecccc
filmy, dobra muzyka, szkoła(hobby na które poświęcam najwięcej czasu), kosmetyki, nowinki elektroniczne..;-P |
| Zobacz mój profil |
|
|